Miesięczne archiwum: Maj 2014

Restauracja Dolnośląska, Ząbkowice Śląskie

Po obejrzeniu atrakcji proponowanych przez Izbę Pamiątek Regionalnych w Ząbkowicach Śląskich byliśmy już bardzo głodni i postanowiliśmy poszukać jakiejś restauracji. Nie znamy miasta, więc wybraliśmy pierwszy wynik z google, który posiadał własną stronę internetową. Tak trafiliśmy do Restauracji Dolnośląskiej.

Zarówno strona internetowa, jak i budynek i wnętrze restauracji robią bardzo dobre wrażenie. Restauracja połączona jest z hotelem, a w samej restauracji znajdują się dwie spore sale, przystosowane do organizacji imprez okolicznościowych. Nie ma zbyt dużo ludzi.

Ceny w menu nie są bardzo wygórowane – ok. 10 zł za zupę, 15-20 za sałatkę i od 15-40 za drugie danie. Wybór jest dość duży, a propozycje kuszące. Niestety, kiedy podchodzi pani kelnerka, okazuje się, że wiele potraw jest tego dnia niedostępnych – pani tłumaczy to długim weekendem (był 4 maja). Na szczęście spośród pozostałych propozycji udaje nam się wybrać odpowiadające nam dania i zamawiamy zupę cebulową, polędwiczki wieprzowe w sosie paprykowym i filet z kurczaka w sosie pieczarkowym.

Dania okazują się pyszne (szczególnie kurczak!), a porcje duże i bardzo sycące (niech Was nie zwiodą zdjęcia, gdyż talerze są naprawdę ogromne). Obsługa jest miła i uczynna, a na potrawy nie czekaliśmy długo. Na pewno chętnie tam wrócimy przy okazji następnej wizyty w Ząbkowicach Śląskich.

Nasza ocena: 4/5.

Adres: ul. 1 Maja 2, Ząbkowice Śląskie.
Strona internetowa: www.restauracjadolnoslaska.pl

Ząbkowice Śląskie – Krzywa Wieża, Laboratorium Frankensteina i inne atrakcje

Wczoraj przejechaliśmy się do Ząbkowic Śląskich z zamiarem zwiedzenia Krzywej Wieży. W internecie przeczytaliśmy jednak, że można niedrogo zakupić bilet na zwiedzanie całego „pakietu”, czyli Krzywej Wieży, Zamku, Izby Pamiątek Regionalnych oraz trasy „Śladami Frankensteina”, połączonej z Laboratorium Frankensteina. Informację na ten temat można znaleźć tutaj. Od ostatniej aktualizacji strony ceny biletów zostały podniesione o złotówkę, czyli zapłaciliśmy 14 złotych za bilet normalny i 7 za bilet ulgowy.

Bilet kupuje się w Izbie Pamiątek Regionalnych (zdjęcie poniżej), która znajduje się na ul. Krzywej 1. Pracuje tam sporo osób, a godziny zwiedzania poszczególnych obiektów nie są stałe. Sprawia to wrażenie lekkiego bałaganu, ale nie musieliśmy czekać na zwiedzanie żadnej z atrakcji składowych. Kolejność zwiedzania zależy od sytuacji i liczby zwiedzających, my postanowiliśmy przedstawić obiekty w takiej kolejności, w jakiej sami je oglądaliśmy.

 

Najpierw zostaliśmy zaprowadzeni do zamku. Jest to ciekawe miejsce, poddawane aktualnie rewitalizacji, dzięki której można bezpiecznie zwiedzić spore fragmenty zamku. Historię obiektu można prześledzić tutaj. Przewodnik opowiedział nam o zamku i jego odbudowie oraz zaprowadził we wszystkie udostępnione dla turystów miejsca.

 

 Następnie weszliśmy na Krzywą Wieżę (informacje tutaj). To samodzielny etap zwiedzania. Do pokonania jest (uwierzyliśmy na słowo) 139 schodów, a ze szczytu wieży rozciąga się piękny widok na okolicę.

 

Następnie wróciliśmy do Izby Pamiątek Regionalnych, gdzie czekała na nas trasa Śladami Frankensteina oraz Laboratorium Frankensteina. Pomysł wywodzi się z faktu, że Ząbkowice Śląskie za czasów niemieckich nazywały się właśnie Frankenstein. Ta część zwiedzania obejmuje informacje na temat książki „Frankenstein” Mary Shelley i byłych mieszkańców Ząbkowic Śląskich, a także inscenizacji „laboratorium” dr. Frankensteina.

 

Na sam koniec zostało nam zwiedzanie samej Izby Pamiątek Regionalnych. Zwiedzać ją można samemu lub z przewodnikiem. Nam udało się skorzystać z towarzystwa przewodnika. Zwiedzanie zajęło aż 50 minut, ale cały czas pozostało ciekawe. W Izbie znajduje się sporo sal z różnymi ekspozycjami, np. dawnymi pocztówkami z Ząbkowic Śląskich, starymi elementami wyposażenia wnętrz, urządzeniami gospodarstwa domowego, czy bronią i elementami uzbrojenia.

 

Całość zwiedzania zajęła nam aż 2,5 godziny. Na pewno zależy to od tego, jak ułoży nam się zwiedzanie i ile czasu spędzimy z przewodnikiem, ale tak czy inaczej warto zarezerwować sobie sporo czasu na ten cel. Miejsce zaskoczyło nas pozytywnie (zanim tam dotarliśmy mieliśmy wrażenie, że „nie bardzo jest tam co zwiedzać”) i dajemy mu ocenę 4/5.

Zdobywanie Ślęży

Postanowiliśmy dodać na stronie nową kategorię: obok Restauracji i Atrakcji pojawiło się także Chodzenie po górach. Nie jesteśmy zapalonymi piechurami, ale od czasu do czasu udaje nam się odbyć jakiś dłuższy spacer po górach i postanowiliśmy podzielić się opracowanymi przez nas trasami.

Wczoraj wybraliśmy się na Ślężę. Ślęża nie znajduje się już w Kotlinie Kłodzkiej, ale na Przedgórzu Sudeckim, na które łatwo można dotrzeć samochodem (około półtorej godziny jazdy z Polanicy-Zdroju). My zaczęliśmy naszą trasę od Domu Turysty PTTK pod Wieżycą (Sobótka, ul. Armii Krajowej 13, www.podwiezyca.com.pl). W dni powszednie można zostawić samochód pod samym schroniskiem, w dni wolne od pracy obowiązuje natomiast zakaz wjazdu w bezpośrednią okolicę schroniska i musimy przebyć ostatnie kilkaset metrów pieszo.

Według naszej wiedzy spod Domu Turysty odchodziły dwie trasy na szczyt. Jedna z nich to żółty szlak turystyczny, który jednak w pierwszym etapie jest dość męczący, ponieważ podchodzi pionowo pod Wieżycę – inny szczyt w Masywie Ślęży. Wiedzieliśmy też o istnieniu czerwonego szlaku, który miał być nieco dłuższy, ale mniej męczący. Postanowiliśmy wybrać drugą opcję.

Od schroniska odchodził żółty oraz czarny szlak turystyczny. Odchodził też czerwony szlak archeologiczny (trochę inne oznaczenia) i uznaliśmy, że to ten, o który nam chodziło. Niestety, był dość słabo oznaczony (słabiej niż szlaki turystyczne) i kilka razy kluczyliśmy, nie wiedząc, które odgałęzienie drogi wybrać. Ostatecznie – zupełnie niespodziewanie – dotarliśmy do szlaku niebieskiego i tym szlakiem weszliśmy na sam szczyt. Na załączonej mapce (zdjęcie zrobione na Szczycie Ślęży) widać, że czerwony szlak turystyczny (a nie archeologiczny), którym chcieliśmy wejść na górę, odchodzi z innego miejsca i nie byliśmy w stanie go znaleźć, parkując w pobliżu Domu Turysty pod Wieżycą.

 

Szlak niebieski z początku wydawał się łagodny, szybko jednak zmienił się w pionowe podejście pod Ślężę i tak pozostało już do samego końca. Z niebieskiego oznaczenia zupełnie nie wynika, jak wymagająca jest to trasa, przynajmniej dla osób nieprzyzwyczajonych do takich wyzwań. W końcu jednak udało nam się dotrzeć na szczyt. Cała trasa to 4,75 kilometra i około godziny czterdziestu minut (zrzut ekranu ze śledzenia trasy pokazuje trochę więcej czasu, gdyż po dotarciu do schroniska na szczycie byliśmy tak zaaferowani, że zapomnieliśmy zatrzymać śledzenia). Szliśmy bez pośpiechu, z przerwami na odpoczynek, picie, jedzenie czy zrobienie zdjęć.

 

Na szczycie znajduje się schronisko (www.domturysty.net), w środku którego mieści się bar i pokoje noclegowe – niestety baza noclegowa jest aktualnie nieczynna do odwołania. W barze nie ma dużego wyboru, ale jest kilka potraw przygotowywanych na miejscu i spośród nich wybraliśmy zupę pomidorową i fasolkę po bretońsku. Toaleta niestety znajduje się poza budynkiem schroniska i jest typowym wychodkiem bez umywalki. Nas skutecznie zniechęciła od skorzystania.

Na szczycie znajduje się również prehistoryczna rzeźba niedźwiedzia i ciekawy kościółek (www.sleza.info/kosciol). Niestety, podczas naszego podejścia pogoda nie dopisywała i cały szczyt pokryty był mgłą. Nie udało nam się też obejrzeć kościoła, który był w tym czasie zamknięty (prawdopodobnie ze względu na wykonywane w nim prace).

 

W drodze powrotnej wybraliśmy szlak żółty (dalej nęcił nas czerwony, który w pierwszym etapie trasy w dół pokrywał się z żółtym, a potem prowadził łagodniejszą trasą dookoła Wieżycy, ale nie prowadził do miejsca, w którym zostawiliśmy samochód). Pierwsza, wspólna część trasy była łagodna i prowadziła między innymi koło prehistorycznych rzeźb: postaci z rybą i – kolejnego już – niedźwiedzia. Według legendy dziewczyna z wioski znalazła małego niedźwiadka i codziennie karmiła go rybą. Niestety, niedźwiedź podrósł i pewnego dnia odgryzł głowę swojej żywicielce, co postanowiono uwiecznić na rzeźbie.

Druga część trasy, prowadząca przez szczyt Wieżycy, była rzeczywiście stroma (na szczęście szliśmy w dół, a nie pod górę). Wydaje nam się jednak, że stromy fragment był sporo krótszy od tego na szlaku niebieskim. Na szczycie Wieżycy znajduje się ciekawa wieża widokowa (strona na wikipedii), niestety podczas naszego podejścia nie można było na nią wejść.

Droga powrotna w naszym wykonaniu to 4,03 kilometra i godzina dwadzieścia sześć minut.

 

Nie będziemy tym razem wystawiać własnej oceny, ponieważ byłaby ona bardzo subiektywna – wszystko zależy od tego, na ile lubimy chodzić po górach. Jeśli ktoś ma słabą kondycję, polecalibyśmy jednak poszukać tego „nieuchwytnego” czerwonego szlaku turystycznego, który podobno odchodzi z przystanku PKS w Sobótce, obok Sanktuarium Św. Anny (informacja stąd). Trasa jest bardzo ciekawa, a jej duża część prowadzi przez gęsty las. Na minus działają niestety zamknięte obiekty. Dość mylące jest również oznaczenie szlaków – szlak niebieski jest bardzo stromą trasą pod górę, a czarny łagodnym obejściem dookoła Ślęży.

Edit: Zwrócono nam uwagę, że dojście do czerwonego szlaku ze schroniska pod Wieżycą jest jednak możliwe (i całkiem proste), co wynika z mapki, którą umieściliśmy na początku postu. Wystarczy przejść fragment czarnym szlakiem (byle w dobrą stronę), który przetnie się ze szlakiem czerwonym. Może spróbujemy następnym razem :)