Tutti Frutti, czyli tradycyjne lody włoskie w Kłodzku

O kłodzkiej lodziarni Tutti Frutti dowiedzieliśmy się ze wpisu na blogu Alabasterfox:

„W przyziemiu kolorowej kamieniczki przy ul. Grottgera, funkcjonuje maleńka lodziarnia, którą prowadzi od przeszło 30 lat pewne starsze małżeństwo. (…) Urocze w tym miejscu jest to, że Ci starsi ludzie naprawdę pracują tam z pasją, której nigdy wcześniej u nikogo nie widziałam. Na efekty naprawdę nie trzeba długo czekać. Nawet ślepiec, odbierając zamówienie, doświadczy ogromu pracy i miłości, jaką Ci ludzie wkładają w to, co robią.”

No cóż, po takiej rekomendacji nie mogliśmy się tam nie udać. Samo miejsce jest bardzo niepozorne – do tej pory nie mieliśmy pojęcia o jego istnieniu, mimo że wielokrotnie przechodziliśmy tuż obok, chociażby przy okazji wizyty w restauracji hotelu Casa D’Oro, który, jak zobaczycie na zdjęciach, znajduje się praktycznie w tym samym miejscu.

Na lody musieliśmy chwilę poczekać, bo maszyna doznała właśnie niewielkiej awarii (a starszy pan, zapewne właściciel, ratował ją z narażeniem życia i zdrowia), jednak nikt w coraz dłuższej kolejce nie okazywal zniecierpliwienia. Zdecydowaliśmy się na opcję „max” za 6 zł za sztukę, która okazała się naprawdę olbrzymia.

Polecamy, jeśli jesteście akurat w Kłodzku i macie ochotę na tradycyjne lody włoskie (i małą wycieczkę w przeszłość przy okazji).

Wycieczka do Náchodu – spacer, zwiedzanie Zamku i obiad na rynku

Będąc w Kotlinie Kłodzkiej, raz na jakiś czas wybieramy się na wycieczkę do czeskiego miasteczka Náchod. To jedynie 10 minut drogi samochodem z Kudowy-Zdroju (30 z Polanicy-Zdroju), ale nie da się zaprzeczyć, że przekraczając granicę wkraczamy niejako do innego świata. Taką też wycieczkę urządziliśmy sobie w zeszły czwartek. Przekroczyliśmy granicę, wjechaliśmy do pierwszego supermarketu, żeby napełnić bagażnik czeskim piwem, likierem miętowym i czekoladą, i ruszyliśmy dalej.

Samochód zostawiliśmy na samym rynku. Parkowanie jest tam bardzo wygodne, ale trzeba mieć na uwadze, że w dni powszednie pomiędzy 8 a 18 i w soboty pomiędzy 8 a 13 będziemy potrzebowali czeskich monet, aby opłacić postój w parkomacie. Pierwsza godzina to jedyne 5 koron, później ceny rosną.

Następnie udaliśmy się na spacer. Nad rynkiem góruje zamek, do którego można dotrzeć schodami prosto z rynku lub dłuższą, okrężną drogą dla samochodów. W zamku dostępnych jest sporo opcji płatnego zwiedzania wnętrz, ekspozycji, wież i piwnic, które podobno są godne uwagi, ale my dotarliśmy tam niedługo przed zamknięciem (w okresie letnim można zwiedzać zamek do 17), więc zadowoliliśmy się bezpłatną panoramą miasta z tarasu widokowego oraz oglądaniem Daszy i Ludwika, czyli dwóch niedźwiedzi brunatnych, które mieszkają w fosie. Dasza i Ludwik pracowały wcześniej w cyrku, a ich obecny wybieg prezentuje się dość przyzwoicie, więc nie ma się tu chyba co doszukiwać dręczenia zwierząt.

Po spacerze udaliśmy się na obiad – kolejny już raz stołowaliśmy się w restauracji przy Hotelu U Beránka, znajdującej się na samym rynku, którą jak najbardziej możemy polecić. Wnętrze sprawia wrażenie, jak gdyby czas zatrzymał się tam dobrych kilkadziesiąt lat temu. Nie ma niestety menu po polsku, więc trzeba bawić się w zgadywanie, ale kelnerzy starają się być maksymalnie pomocni. Dodatkowo, w ciągu naszych dwóch wizyt zamówiliśmy tam w sumie cztery różne dania, każde z nich wybrane mniej lub więcej po omacku, i każde z nich było naprawdę dobre. Na zdjęciu łosoś z bylinkovymi bramborami, czyli ziołowymi ziemniakami :)

W menu znajdziemy przystawki, zupy, dania mięsne, rybne oraz tradycyjne potrawy czeskie. Ceny głównych dań wahają się między 140 a 240 koron (pomijając steki), co przy obecnym kursie daje nam przedział pomiędzy 21 a 36 złotych. W restauracji można płacić kartą, a więc nie trzeba posiadać czeskiej gotówki.

Całą wycieczkę wspominamy bardzo miło – Náchod to spokojne, dość ładne i bardzo przystępne cenowo miasteczko – i na pewno wrócimy tam jeszcze nie raz. Polecamy!

Restauracja Polskie Smaki, Polanica-Zdrój

Można powiedzieć, że w Polskich Smakach wszystko się zaczęło. Dokładnie dwa lata temu, 12 lutego 2014 roku, poszliśmy tam na kolację, podczas której wpadliśmy na pomysł założenia własnej strony z atrakcjami Kotliny Kłodzkiej. Od razu po powrocie z restauracji zabraliśmy się do pracy, zarejestrowaliśmy domenę i dodaliśmy pierwszy post.

Niestety, kiedy plan zaczął się krystalizować, resztki potraw na naszych talerzach prezentowały się już dość smętnie, nie pozwalając nam na zrobienie dobrych zdjęć. Post o Polskich Smakach musiał poczekać na następną okazję. Dużo wody zdążyło upłynąć w przepływającej obok Bystrzycy Dusznickiej, ale wreszcie udało nam się dopiąć swego – przed Wami nasza recenzja Polskich Smaków!

Restauracja mieści się w samym centrum Polanicy. Sprawia bardzo dobre wrażenie, w środku jest czysto i elegancko, a obsługa jest profesjonalna i uprzejma. Przed zamówionymi daniami dostaliśmy chleb z twarożkiem w ramach darmowej przystawki. Minusem są jednak wysokie ceny – większość dań głównych kosztuje 40-50 zł (są też steki za 70 zł), a chcąc zjeść coś nieco taniej ma się praktycznie do wyboru dwa dania z kurczaka w cenie 28 zł. Jeszcze taniej dostaniemy jedynie zupę, pyzy i wątróbkę. Niestety, z naszego doświadczenia za tak wysokimi cenami nie idą ani duże porcje, ani specjalne walory smakowe potraw. Wręcz przeciwnie, po samym daniu głównym czuliśmy niedosyt, a dodana w roli sałatki zielenina wydała nam się po prostu gorzka i niezjadliwa.

Wiemy, że Polskie Smaki mają swoich zwolenników, ale nas druga wizyta tam jedynie utwierdziła w przekonaniu, że nie jest to miejsce dla nas. Trzeciej już raczej nie będzie. W okolicy jest wiele miejsc, w których można zjeść smaczniej i taniej. I choć Polskie Smaki dały początek tej stronie, nie możemy wystawić im oceny wyższej niż 3/5.

Adres: ul. Zdrojowa 6a/6b/8, Polanica-Zdrój.
Strona internetowa: www.smaki-polskie.eu

Restauracja Na szlaku, Polanica-Zdrój

Podczas naszej krótkiej styczniowej wycieczki do Kotliny Kłodzkiej udało nam się nie tylko wybrać na Szczeliniec, ale także zjeść smaczną kolację w otwartej od niedawna (dokładnie od kwietnia 2015 roku) Restauracji Na szlaku w Polanicy-Zdroju.

Restauracja mieści się w dużym drewnianym budynku z własnym parkingiem przy jednej z głównych ulic miasta. W środku znajdują się dwie duże sale, które można wykorzystać także do organizacji imprez okolicznościowych.

W menu znajdziemy spory wybór przystawek, zup, dań mięsnych i rybnych, pierogów, burgerów, sałatek i pizzy. My zdecydowaliśmy się na polędwiczki w sosie kurkowym i burgera z kozim serem. Oba dania były naprawdę smaczne, na dodatek za wszystko, łącznie z dwoma filiżankami herbaty, zapłaciliśmy 62 złote, co – biorąc pod uwagę wielkość porcji, lokalizację i standard miejsca – jest ceną naprawdę przystępną.

Z przyjemnością wystawiamy Restauracji Na Szlaku ocenę 5/5.

Adres: ul. Kłodzka 8b, Polanica-Zdrój.
Strona internetowa: www.naszlakupolanica.pl

Szczeliniec Wielki

W styczniu udało nam się wygospodarować kilka dni i po raz kolejny odwiedzić Kotlinę Kłodzką. Szukaliśmy ciekawego miejsca na dłuższy zimowy spacer i w ten sposób nasz wybór padł na Szczeliniec Wielki – najwyższy szczyt Gór Stołowych (919 m n.p.m.), na który prowadzi niezwykle malownicza trasa turystyczna.

Już jadąc samochodem na trasie Polanica-Zdrój – Karłów natknęliśmy się na tak piękne zimowe widoki, że wysiedliśmy, żeby zrobić kilka zdjęć.

Schronisko na Szczelińcu to podobno jedno z jedynie dwóch obiektów w Polsce, do którego w żaden sposób nie można dojechać samochodem. Pieszo na szczyt można dostać się w sposób dwojaki (więcej szczegółów na stronie schroniska). My wybraliśmy bardziej popularną trasę, czyli tę, która zaczyna się w Karłowie i wiedzie na szczyt schodami. Samochód zostawiliśmy na parkingu w Karłowie i ruszyliśmy na spacer.

Przy wejściu na trasę widniał duży plakat z informacją, że trasa turystyczna jest aktualnie zamknięta i wejście odbywa się na własną odpowiedzialność. Być może jest to stała praktyka w okresie zimowym. Rok temu widzieliśmy ten sam plakat i zrezygnowaliśmy z próby wejścia na szczyt. W tym roku nie daliśmy się zniechęcić, idąc za przykładem sporej liczby osób (nawet z małymi dziećmi), które zostawiły auta na parkingu i ruszyły w trasę. Wejście na szczyt odbywa się inną drogą niż zejście, co dobrze widać na zdjęciu poniżej.

Droga na górę składa się po prostu z kamiennych stopni, jest wyporęczowana i nie da się tam zgubić. Sporadycznie prowadzi przez wąskie korytarze skalne. Trasy nie są odśnieżane, więc trzeba iść ostrożnie, względnie zrezygnować z wchodzenia na szczyt w przypadku dużych opadów śniegu. Nam droga pod górę nie nastręczyła większych trudności, chociaż niezastąpione okazały się wygodne buty zimowe z bieżnikiem i grube rękawiczki (inaczej trudno byłoby trzymać się poręczy). W ciągu około 40 minut znaleźliśmy się na szczycie.

Na górze znajduje się punkt widokowy, z którego rozciąga się panorama na okolicę oraz schronisko (czynne pomimo teoretycznie zamkniętej trasy), w którym można ogrzać się przy kominku i ciepłej herbacie, coś zjeść, a nawet spędzić noc.

Po odpoczynku w schronisku ruszyliśmy na dół, oczywiście inną trasą niż ta, którą weszliśmy na szczyt. I tu niespodzianka: droga na dół jest dwa razy dłuższa i dwa razy trudniejsza. Jest bardzo ciekawa (tutaj znajduje się większość skalnych przesmyków) i na pewno warto ją wybrać wiosną, latem czy jesienią. Zimą mierzmy siły na zamiary. Widzieliśmy wiele osób, które wracały na dół „pod prąd”, czyli tak, jak my dostaliśmy się na szczyt, i to naprawdę nie był taki zły pomysł. Inaczej może się okazać, że część drogi pokonacie na własnym siedzeniu. Nie mamy zdjęć z tej części trasy, gdyż zajęci byliśmy utrzymywaniem się przy życiu ;) Dodatkowo górna część trasy prowadzącej na dół jest dość słabo oznaczona i zarówno nam, jak i innym osobom udało się w pewnym momenie zgubić.

Jako że dotarliśmy do samochodu cali i zdrowi, potraktowaliśmy te drobne niedogodności jako zimową przygodę. Całą wycieczkę wspominamy pozytywnie i zachęcamy do odwiedzenia Szczelińca. Pamiętajcie jednak, żeby zimą realnie ocenić sytuację, zwłaszcza, jeśli planujecie spacer z dziećmi.

Restauracja Fregata w Zagórzu Śląskim

Restaurację Fregata nad Jeziorem Bystrzyckim kilkakrotnie polecała nam rodzina. Przynajmniej tak twierdzą, bo my skutecznie wyrzuciliśmy to z pamięci. Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem, szukając czegoś do zjedzenia, kiedy byliśmy w okolicy przy okazji zwiedzania Sztolni Walimskich i Zamku Grodno.

Była czerwcowa sobota, temperatura oscylowała w okolicach 30 stopni. Droga do restauracji – wąska szosa wokół jeziora – była na całej długości zastawiona samochodami amatorów sportów wodnych i leżenia plackiem na rozżarzonej plaży. Restauracja Fregata, z dużym tarasem i stolikami w cieniu parasoli, okazała się naszą oazą.

W środku bogaty wystrój, co kawałek trochę inny, trochę jakby przypadkowy. W kącie terrarium z legwanem. Na tarasie co najmniej trzy rodzaje mebli i klatka z papugą. Wszystko to tworzy przyjemny klimat, w którym my od razu poczuliśmy się dobrze.

Restauracja jest ogromna, ma dużo miejsc zarówno w środku, jak i na tarasie, więc pomimo sporej liczby gości nie było tłoku. Trochę czasu zajęło nam jednak złożenie zamówienia – w tym temacie obowiązuje samoobsługa i trzeba zrobić to przy ladzie. Tam z kolei uformowała się już niemała, dość wolno przesuwająca się kolejka.

Wybraliśmy chłodnik, polędwiczki wieprzowe w borowikach i smażonego pstrąga, do tego lemoniadę dla ochłody. Porcje okazały się bardzo solidne, a jedzenie (cytat) cholernie dobre (koniec cytatu). Potem, najedzeni jak bąki, mogliśmy jeszcze chwilę posiedzieć na zacienionym tarasie z widokiem na jezioro i zaporę wodną (klik).

Ceny nie są specjalnie niskie (można podejrzeć na pierwszym zdjęciu). My za dwie osoby zapłacilismy około 100 zł. Niemniej, dajemy Fregacie ocenę 5/5 i – podtrzymując tradycję rodzinną – będziemy ją polecać.

Strona internetowa: www.fregata.org
Adres: ul. Wodna 6, Zagórze Śląskie.

Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim

Do Zamku Grodno w Zagórzu Śląskim przyjechaliśmy po zwiedzaniu Sztolni Walimskich. Jadąc ze sztolni do zamku należy kierować się na Świdnicę i po około 8 kilometrach dociera się do celu.

Nie ma możliwości podjechania pod sam zamek – trzeba zostawić samochód w centrum miejscowości i przez około kwadrans wspinać się na wzgórze, na którym obiekt jest położony. Jest to jednak całkiem przyjemny spacer położonym w lesie szlakiem.

Już wcześniej w sztolniach nabyliśmy bilety łączone na obie aktrakcje (w cenie 18 zł za bilet normalny i 14 za ulgowy). Jeśli ktoś chciałby kupić bilet jedynie na zwiedzanie zamku, to jest to koszt odpowiednio 10 i 7 zł.

W ramach biletu można zwiedzać zamek zarówno samemu, jak i z przewodnikiem. My zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję (w naszym przypadku wiązało się to z piętnastominutowym czekaniem na zwiedzanie). Zdecydowanie nie żałujemy. Pan przewodnik ciekawie opowiadał o zamku, jego historii i mieszkańcach oraz dawnych narzędziach tortur. Dowiedzieliśmy się też trochę o renowacji obiektu, która w ostatnich latach, od kiedy właścicielem zamku została Gmina Walim, zdecydowanie nabrała tempa.

Zwiedzanie trwało około godziny i kończyło się pokonaniem ponad 100 schodów w drodze na wieżę zamkową, z której roztacza się widok na okolicę.

Nasza ocena: 5/5.

Rzadko dajemy piątki. Dlaczego tym razem? Przede wszystkim zamek jest bardzo ładny (wystarczy spojrzeć na wspaniałe portale czy budynek bramny). My dodatkowo trafiliśmy na świetnego przewodnika i piękną pogodę. Siedzenie w cieniu na zamkowym dziedzińcu i słuchanie opowieści sprawiło nam prawdziwą przyjemność. Oczywiście, jak zawsze, jest to nasza subiektywna ocena. 

Strona internetowa: www.zamekgrodno.pl

Sztolnie Walimskie

W sobotę wybraliśmy się do Sztolni Walimskich, a konkretnie do Rzeczki, jednego z podziemnych kompleksów stworzonych w ramach projektu „Riese”. Projekt „Riese” realizowany był w latach 1943-1946 przez hitlerowskie Niemcy i miał na celu między innymi właśnie wydrążenie potężnych bunkrów i podziemnych budowli w Górach Sowich.

Długość korytarzy w zwiedzanym przez nas kompleksie Rzeczka to około 500 metrów. Zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem, który opowiada między innymi o historii obiektu, jego pierwotnej funkcji czy ciężkiej sytuacji robotników przymusowych, którzy byli wykorzystywani do budowy kompleksu. Zwiedzanie wzbogacone jest o świetlno-dźwiękowe inscenizacje wydarzeń z przeszłości.

W korytarzach panuje temperatura ok 5-7 stopni Celsjusza i latem warto zabrać dodatkowe okrycia, żeby nie zmarznąć podczas zwiedzania, które w naszym przypadku zajęło około godziny. Podczas zwiedzania oczywiście ma się na głowie kask.

W kompleksie Rzeczka nie ma szczególnie wąskich czy niskich korytarzy i nawet podczas inscenizacji nie zapada absolutna ciemność, jest to więc atrakcja niemalże dla wszystkich.

Nasza ocena: 4/5.

Ceny biletów:
Ulgowy 10 zł, Normalny 13 zł
My skorzystaliśmy z możliwości zakupu biletu łączonego Sztolnie Walimskie + Zamek Grodno – bilet w cenie 14 (ulgowy) i 18 zł (normalny) można wykorzystać na obie atrakcje w odstępie 10 dni.

Adres: ul. 3 Maja 26, Walim
Strona internetowa: www.sztolnie.pl

Piknik w Parku Zdrojowym w Polanicy-Zdroju

Park Zdrojowy położony jest w centrum miejscowości, pomiędzy ulicą Parkową a Zdrojową. Nie tak dawno zrewitalizowany, o dużej powierzchni, z wieloma, także rzadkimi, odmianami drzew i krzewów, fontannami i figurami z brązu.

Obszar parku podzielony jest na kilka mniejszych części, na przykład Park Józefa (wcześniej znany jako Charlotten Park), Park Szachowy czy Park Leśny. W parku znajduje się też skupisko różaneczników, które udało nam się zobaczyć w pełnym rozkwicie (początek czerwca).

My wzięliśmy ze sobą koc, książki i herbatę w termosie i po spacerze przez park znaleźliśmy sobie miejsce pod drzewami, gdzie miło spędziliśmy resztę popołudnia.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć :)

PS Jak różny jest park latem, pełen słońca i ludzi, od tego, który fotografowaliśmy tutaj

Restauracja w Hotelu Alpejskim w Polanicy-Zdroju

Hotel Alpejski znajduje się w Polanicy-Zdroju, na trasie z Kudowy-Zdroju do Kłodzka. My zatrzymaliśmy się tam w drodze ze Skalnych Grzybów.

W karcie znajdziemy zupy, przekąski, dania mięsne, bezmięsne (np. pierogi ruskie czy tagliatelle) i ryby. Każda z tych kategorii liczy po cztery lub pięć potraw. Restauracja specjalizuje się także w winach. My wybraliśmy rosół, zupę dnia (ogórkową), pierś z kurczaka ze szpinakiem i pieczonym ziemniakami oraz polędwiczki wieprzowe w sosie pieprzowym z purée ziemniaczanym i gotowanymi warzywami.

Zamówione potrawy okazały się bardzo smaczne, a porcje duże (nie dajcie się zwieść zdjęciom, talerze były ogromne). Obsługa bez zarzutu, a czas oczekiwania niedługi. Ceny natomiast są dość wysokie, za zamówione dania plus kawę i wodę zapłaciliśmy w okolicach 100 zł.

Poza restauracją i hotelem na miejscu jest również basen, SPA oraz „Tyrolski GrillBar”. O wszystkim tym przeczytacie na stronie internetowej hotelu: http://www.hotel-alpejski.pl/pl.

Nasza ocena restauracji: 4/5.

Adres: ul. Zdrojowa 89, Polanica-Zdrój.